Trekking na wulkan Villarrica w Chile

Świadomość, że stoimy na szczycie jednego z najbardziej aktywnych wulkanów w Chile, którego ostatnia erupcja datowana jest na 2015 rok budzi skrajne emocje. Z jednej strony czujemy niesamowitą satysfakcję ze zdobycia wulkanu, a z drugiej niepokój, który potęguje widok ludzi w maskach rodem z serialu Breaking Bad. Opary siarki wydostające się z krateru drażnią nam oczy, łydki drżą ze zmęczenia, ale widok roztaczający się ze szczytu rekompensuje wszelkie niedogodności. Trekking na wulkan Villarrica okazuje się niezłym sprawdzianem, jak na pierwszy dzień naszej trzytygodniowej podróży po Ameryce Południowej.

Wulkan Villarrica wznosi się na wysokość 2847 metrów n.p.m. Jest położony 800 kilometrów na południe od Santiago de Chile – stolicy kraju i 20 kilometrów od Pucón – popularnej miejscowości turystycznej słynącej ze sportów ekstremalnych. To właśnie wulkan Villarrica jest celem sporej liczby turystów wybierających ten region Chile. Zainteresowanie wulkanem wynika (paradoksalnie) z jego dużej aktywności oraz faktu, że zdobycie szczytu przy sprzyjających warunkach pogodowych jest stosunkowo proste. Decydując się na wejście na wulkan Villarrica nie trzeba mieć zatem wspinaczkowego doświadczenia, jest to raczej ambitny trekking, którego podjąć się mogą osoby aktywne fizycznie. We wpisie chcielibyśmy podzielić się z Wami naszą relacją z wejścia na wulkan Villarrica w marcu 2018 roku, pomóc w wyborze agencji trekkingowej, podpowiedzieć co zabrać, w co się ubrać i udzielić kilku innych wskazówek.

villarrica wulkan trekking chile pucon hostel french andes

Planowanie trekkingu na wulkan Villarrica i wybór agencji turystycznej

Istnieją dwie możliwości organizacji trekkingu na wulkan Villarrica:

  • Wejście na własną rękę – wyłącznie po uzyskaniu zgody od CONAF.
  • Skorzystanie z oferty agencji turystycznej.

Na temat samodzielnego wejścia nie jesteśmy w stanie napisać więcej, gdyż nie braliśmy pod uwagę takiej opcji. Zdecydowaliśmy się na wejście z agencją.

Świetną bazą wypadową na wulkan Villarrica, a zarazem “stolicą sportów ekstremalnych” Chile jest miasteczko Pucón. Cała główna ulica miasta – O’Higgins – usiana jest licznymi agencjami turystycznymi, oferującymi przeróżne aktywności. To prawdziwy raj dla fanów aktywnego spędzania czasu. Słyszeliśmy opinie, że Pucón wygląda jak jedna wielka stacja narciarska i jest w tym dużo prawdy – bardzo klimatyczne miejsce, nad którym góruje potężnie wyglądający wulkan Villarrica. Jeśli zatem nie goni Was czas, wystarczy że zajrzycie do kilku z agencji i wybierzecie tę, która odpowiada Wam najbardziej.
Z racji tego, że nasz grafik był bardzo napięty, trekking postanowiliśmy zarezerwować już podczas planowania wyjazdu w Polsce. Po przeanalizowaniu wielu opinii oraz sugerując się przewodnikiem Lonely Planet, zdecydowaliśmy się na ofertę firmy Summit Chile, której założycielem jest Claudio Retamal, najbardziej doświadczony przewodnik na wulkanie oraz jeden z najlepszych wspinaczy w Chile. Dodatkowo, bardzo zależało nam na lotach dronem nad wulkanem i już na wstępie agencja Summit Chile wyraziła na nie zgodę (więcej informacji w sekcji Informacje praktyczne). Konkurencyjną agencją turystyczną, którą braliśmy pod uwagę była Aguaventura.

Planując trekking w szczycie sezonu (styczeń, luty, ewentualnie marzec) warto zdecydować się na rezerwację z naprawdę sporym wyprzedzeniem. Agencja Summit Chile oferuje zaledwie 12 miejsc dziennie. Poza sezonem pogoda bywa niezwykle kapryśna i na “okno pogodowe” może nam przyjść poczekać parę dni. Z powodu napiętego planu mogliśmy podjąć tylko jedną próbę wejścia na wulkan. Mieliśmy ogromne szczęście, gdyż akurat tego dnia pogoda na wulkanie dopisała. Od przewodników dowiedzieliśmy się, że w poprzednich dniach trekking w ogóle się nie odbył ze względu na bardzo złe warunki. Udało nam się zatem idealnie trafić z terminem.

Niezwykle istotną kwestią jest przybycie do siedziby agencji turystycznej dzień przed planowaną wędrówką w celu dopełnienia formalności, uregulowania opłat i co najważniejsze, odpowiedniego dopasowania sprzętu (cały proces opisaliśmy w rozdziale z informacjami praktycznymi).

Wejście na wulkan Villarrica

Do siedziby agencji turystycznej Summit Chile docieramy zdyszani i nieco spóźnieni parę minut po 6:30. Ze spokojem w głosie wita nas Claudio Retamal, jeden z najbardziej doświadczonych wspinaczy w Chile:
– Jesteście z Polski, tak? Lekko się spóźniliście, ale nie będzie z Wami problemu. Wy Polacy jesteście w górach naprawdę szybcy, pamiętam wyczyny Jerzego Kukuczki.
W tym momencie, wiedzieliśmy, że trafiliśmy we właściwe miejsce 🙂

W siedzibie otrzymujemy odpowiednio ponumerowane plecaki ze spakowanym ekwipunkiem (rakami, czekanem, kaskiem, maską, dwiema parami rękawic, wodoodpornym ochraniaczem na tyłek oraz jabłuszkiem 😀 do zjazdu z wulkanu). Do plecaków wrzucamy jeszcze drona, sprzęt do fotografowania i filmowania, przekąski oraz wodę. Przebieramy się w ubrania zapewnione przez organizatora – odpowiednio dopasowane buty wysokogórskie przystosowane do raków, grube wodoodporne spodnie (zakładane na własne spodnie trekkingowe), a na nie stuptuty. Do kompletu dostajemy kurtki, z których ostatecznie korzystamy wyłącznie na samym początku podejścia i podczas zjazdu z wulkanu. Niepotrzebne rzeczy zostawiamy w skrzyniach. Nasi przewodnicy wrzucają plecaki na dach busa, a my powoli zaczynamy się stresować tym co nas czeka 😉 Dojazd na miejsce ma zająć około 30 minut, ale mimo wczesnej pory nikt w busie nie jest w stanie zmrużyć oka. Gdy chwilę po wschodzie słońca na horyzoncie zarysowuje się ogrom wulkanu Villarrica, zaczynamy się lekko stresować, ale czujemy też wielkie podekscytowanie.

Około 7:35 dojeżdżamy do bazy pod Villarricą położonej na wysokości 1400 metrów n.p.m. Wysiadamy z busa i jak zahipnotyzowani wpatrujemy się w płynące pod nami chmury. Przeszywa nas dreszcz… i chyba nie jest to zasługa niskiej temperatury 🙂 Jeszcze 2 dni temu siedzieliśmy w pracy skupieni nad ostatnimi linijkami kodu, a już za chwilę będziemy wspinać się na jeden z najbardziej aktywnych wulkanów w Chile – abstrakcja. Z tej zadumy wyrywają nas wszystkich przewodnicy. Otrzymujemy ostatnie wskazówki, regulujemy plecaki, zakładamy kaski i wyciągamy czekany.

W 16-osobowej grupie (12 uczestników i 4 przewodników) gęsiego wyruszamy w górę. Po kilkuminutowym podejściu do dolnej stacji wyciągu dowiadujemy się, że tego dnia wyciąg ów nie działa. Normalnie pozwala on wjechać na wysokość 1850 metrów n.p.m., czyli skrócić czas podejścia nawet o godzinę. Dla naszych przewodników to dzień jak co dzień, godzina wędrówki więcej nie stanowi dla nich problemu 😉 Ruszamy naprawdę mocnym tempem po dosyć luźnej nawierzchni wzdłuż trasy wyciągu narciarskiego.

villarrica baza chile pucon trekking wulkan
villarrica wyciag chile pucon trekking wulkan

Pierwszy, niespełna 10-minutowy postój zaliczamy po godzinie marszu. Zatrzymujemy się w pobliżu górnej stacji wyciągu narciarskiego. Czasu podczas postoju wystarcza na zrobienie kilku zdjęć, napicie się wody i szybką przekąskę. Mimo umiarkowanego słońca przewodnicy bardzo uczulają nas na regularne aplikowanie kremu do opalania. Jak się miało później okazać, mieli całkowitą rację 😉

villarrica chile pucon trekking wulkan wspinaczka

Około 8:50 zatrzymujemy się po raz drugi. To był ciężki etap. Maszerowaliśmy w świeżym śniegu, co chwilę zapadając się powyżej kolan. Słońce zaczyna grzać naprawdę mocno. Zdejmujemy kurtki, aby poprawić termoregulację, a każde z nas momentalnie zaczyna “parować”, mamy niezły ubaw 🙂 Kolejna godzina upływa nam na ciągłym podchodzeniu. Warunki są już nieco lepsze, śnieg jest bardziej zwarty przez co nie tracimy aż tak dużo energii na zrobienie kolejnego kroku. Czekany ułatwiają sprawę, można się na nich podeprzeć i nieco odciążyć kolana.

villarrica chile pucon trekking wulkan przystanek
villarrica wulkan trekking chile pucon przystanek

Mniej więcej o 10:00 robimy nieco dłuższy (20-minutowy) trzeci przystanek. Szybko uzupełniamy stracone kalorie i bierzemy się za robienie zdjęć i kręcenie filmów, chcąc utrwalić ten zapierający dech w piersiach krajobraz.

W pewnym momencie docieramy do naprawdę stromego, miejscami oblodzonego zbocza, ryzyko wypadku rośnie z każdym kolejnym krokiem. Idziemy gęsiego, bardzo blisko siebie, zatem upadek jednej osoby mógłby zadziałać jak efekt domina. Nasi przewodnicy podejmują decyzję o założeniu raków, które mają znacząco poprawić komfort i bezpieczeństwo dalszej wędrówki. Cała grupa zatrzymuje się na niewielkim skrawku płaskiego terenu, a przewodnicy pomagają każdemu uczestnikowi w zamocowaniu raków. Od tego momentu wędrówka staje się znacznie prostsza, a my jesteśmy w stanie ruszyć bardziej stromą drogą, omijając licznych piechurów z innych agencji turystycznych, których przewodnicy zbyt długo zwlekają z decyzją o założeniu raków.

villarrica chile pucon trekking wulkan szczyt

Ponad godzinę później zatrzymujemy się po raz ostatni przed szczytem. Nerwowo przetrząsamy plecaki w poszukiwaniu masek, które będą niezbędne na ostatnim etapie podejścia. Przewodnicy nalegają, aby ostatni, najtrudniejszy odcinek pokonać bez czekanów i plecaków, jednak ostateczna decyzja należy do Was. Sami decydujemy o zabraniu choć jednego z plecaków, gdyż zależy nam na zabraniu drona. Powoli szykujemy się do wyjścia, gdy zostajemy poinformowani, że na ostatnim, mocno ośnieżonym i skalistym podejściu nie będziemy mogli skorzystać z raków. Jest to niewątpliwie najbardziej stresujący moment podczas całego trekkingu. Jest naprawdę ślisko, a brak raków i czekana znacznie komplikuje naszą sytuację. Tą samą, bardzo wąską trasą schodzą zdobywcy wulkanu, tego dnia ruch jest bardzo duży… zbyt duży, aby czuć się bezpiecznie.

villarrica wulkan trekking chile pucon maski
villarrica wulkan trekking chile summit chile pucon chmury
villarrica wulkan trekking chile pucon wulkan w chmurach

Na szczycie wulkanu Villarrica meldujemy się tuż przed południem. Uderza nas naprawdę ostry, duszący zapach siarki, a oczy szczypią drażnione dymem. Szybko zakładamy maski, aby ochronić się przed wdychaniem oparów wydobywających się z krateru. Jesteśmy gotowi, by chłonąć niesamowite, roztaczające się ze szczytu widoki – na horyzoncie rysują się inne, oddalone o wiele kilometrów i wystające z ponad chmur wulkany. Jest przepięknie, nie czujemy nawet zmęczenia i nie przeszkadza nam tłum (chyba ze sto osób, serio!), jaki znajduje się razem z nami na szczycie.

villarrica wulkan trekking chile pucon szczyt krater
villarrica wulkan trekking chile pucon krater
villarrica krater chile pucon trekking wulkan

Niestety (a może stety 🙂 ), tego dnia wulkan jest wyjątkowo spokojny i nie dane nam jest dostrzec magmy bulgoczącej w kraterze. Nie zdecydowaliśmy się również na lot dronem, gdyż mimo relatywnie słabego, jak na wysokość prawie 3000 metrów n.p.m. wiatru, warunki na szczycie okazują się zbyt trudne, by zachować pełnię bezpieczeństwa. Postanawiamy nie ryzykować lotów nad kraterem i innymi uczestnikami trekkingu i szczerze odradzamy Wam zabierania drona na trekking. Z pewnością ujęcia wulkanu z lotu ptaka byłyby spektakularne, jednak warto mieć na uwadze bezpieczeństwo innych uczestników. Na szczycie spędzamy tylko 20 minut, choć najchętniej zostalibyśmy tam o wiele dłużej, rozkoszując swoje oczy tak pięknym widokiem.

villarrica wulkan trekking chile pucon summit chile

Zjazd z wulkanu Villarrica

Początkowy etap zejścia jest zdecydowanie najtrudniejszy. Na tym odcinku musimy poradzić sobie bez raków, a ośnieżone skały i konieczność mijania się z piechurami idącymi w kierunku szczytu nie ułatwiają zadania. To właśnie tutaj dołącza do nas najbardziej doświadczony przewodnik – Claudio Retamal, który niejednokrotnie pomaga nam w pokonaniu najtrudniejszych fragmentów i zwraca uwagę na szczególnie niebezpieczne miejsca. Po pewnym czasie docieramy do miejsca, w którym zostawiliśmy plecaki. Nadchodzi najdłużej wyczekiwany moment całego trekkingu – zjazd z wulkanu. Z uśmiechem na ustach słuchamy naszego przewodnika tłumaczącego nam w jaki sposób szybko i bezpiecznie dostaniemy się do podnóża wulkanu. Dowiadujemy się również, że to właśnie podczas zjazdu najczęściej dochodzi do wypadków dlatego też przywiązujemy wagę do każdej instrukcji wypowiedzianej przez Claudio. Pierwszym etapem jest przygotowanie sprzętu. Zakładamy wodoodporne nakładki (przewodnicy nazywają je pieluchami 😛 ) na tyłki, do pasów mocujemy plastikowe jabłuszka, które służyć nam będą do zjazdu w mniej stromych miejscach, zakładamy wodoodporne kurtki i rękawice, chowamy cały niepotrzebny sprzęt do plecaków i zabezpieczamy dzioby czekanów plastikowymi nakładkami. Podekscytowani ruszamy w dół. Musimy zejść jeszcze kawałek, aby dostać się do miejsca zjazdu.

Przewodnicy przez lata wypracowali sobie najbardziej efektywną i najbezpieczniejszą ich zdaniem metodę zjazdu opartą na sieci płytkich rynien wydrążonych w śniegu i lodzie, w których uczestnicy zjeżdżają na plastikowych jabłuszkach lub na wodoodpornych nakładkach zakładanych bezpośrednio na spodnie trekkingowe. Najważniejsza jest odpowiednia technika hamowania, do której używa się czekana. Aby spowolnić tempo jazdy należy wbić w ziemię grot, tworząc pewnego rodzaju dźwignię. Im więcej siły użyjemy, tym szybciej wytracimy prędkość. Bardzo ważne jest, by zabezpieczony plastikową nakładką dziób był zawsze zwrócony “od nas”, dzięki czemu w przypadku utraty kontroli nie zrobimy sobie krzywdy. Zjeżdżamy zawsze w pozycji siedzącej dbając o to, aby kolana były lekko ugięte, a stopy lekko uniesione. Musimy być zawsze przygotowani na awaryjne hamowanie – w tunelu często tworzy się zator i nie możemy dopuścić do sytuacji, że rozpędzeni wbijemy się w plecy osoby przed nami. Z doświadczenia wiemy, że “karambol” to tylko kwestia czasu i ciągle jesteśmy w szoku, że nasz dron przetrwał w jednym kawałku 😀 Czuliśmy się nieco zawstydzeni, gdy na całym zjazdowym odcinku Claudio na zmianę zbiegał i efektownie ześlizgiwał się na butach udowadniając, że nie bez powodu uznawany jest za najlepszego przewodnika na wulkanie Villarrica. Nieskromnie dodamy, że nam również szło całkiem nieźle, czego dowodem były jego okrzyki:
Polish people killin’ it! (Polacy rozwalają system 😀 )

Z każdą kolejną minutą ilość śniegu maleje i aby dostać się do kolejnej rynny śnieżnej, niektóre fragmenty musimy pokonać pieszo. Gdy docieramy w okolice zniszczonej, nieużywanej górnej stacji wyciągu, pakujemy do plecaków niepotrzebny już sprzęt zjazdowy i wodoodporne ubrania. Ostatni odcinek dzielący nas od bazy u podnóża wulkanu pokonujemy pieszo po luźnej wulkanicznej nawierzchni.
Na parking docieramy około 14:45, gdzie czekamy na pozostałą część grupy, pakujemy plecaki na dach busa i wyruszamy do Pucón.

villarrica chile pucon trekking wulkan baza bus

W siedzibie Summit Chile ekwipunek wszystkich uczestników jest sortowany i układany w specjalnych koszach. Na zakończenie trekkingu zostajemy poczęstowani piwem i truskawkami. Zbijamy piątki z naszymi przewodnikami dziękując im za jedno z najlepszych doświadczeń naszego życia.

W co się ubrać i jakie rzeczy zabrać na trekking?

Agencja Summit Chile zapewnia następujący sprzęt (upewnijcie się, jak wygląda to w przypadku innych agencji):

  • plecak,
  • raki,
  • czekan,
  • kask,
  • maskę (chroni przed wdychaniem oparów siarki wydostających się z krateru),
  • dwie pary rękawic (wewnętrzne i zewnętrzne – wodoodporne),
  • wodoodporny ochraniacz na tyłek,
  • jabłuszko do zjazdu z wulkanu,
  • wodoodporne spodnie,
  • wodoodporną kurtkę,
  • buty wysokogórskie.

Jak ubrać się na trekking?

  • bluzka termiczna z długim rękawem,
  • wygodne spodnie trekkingowe, które założycie pod te wodoodporne, zapewnione przez firmę,
  • oddychająca bluza (np.  z Power Stretch’u),
  • softshell lub kurtka przeciwdeszczowa (te zapewniane przez agencję założycie najprawdopodobniej wyłącznie na zjazd, są ciężkie i duże,
  • grube skarpety trekkingowe (długie!).

Inne niezbędne rzeczy:

  • okulary przeciwsłoneczne,
  • krem z filtrem (50),
  • wysokokaloryczne przekąski,
  • woda.

Warto zabrać:

  • buff,
  • czapkę pod kask.

Informacje praktyczne i porady

Trekking w sezonie (styczeń, luty) należy zarezerwować ze sporym wyprzedzeniem.

Możliwość wejścia na wulkan uzależniona jest od pogody. Decyzję o wyjściu podejmują przewodnicy. W przypadku trudnych warunków pogodowych, agencje oferują różne alternatywy – może to być całkowity lub częściowy zwrot poniesionych kosztów (w zależności od etapu, na którym przewodnicy zadecydują o zaprzestaniu prób dalszej wspinaczki) lub wejście na inny, łatwiejszy wulkan.

Warunki atmosferyczne panujące na wulkanie możemy sprawdzić na tutaj. Szczególną uwagę należy zwrócić na siłę wiatru na szczycie wulkanu oraz ewentualne opady śniegu. Jak to w górach, pogoda bywa bardzo zmienna i należy być przygotowanym na wszelkie ewentualności – od palącego słońca po intensywne opady śniegu.

Jak informuje Summit Chile – od warunków atmosferycznych mocno zależy poziom trudności trekkingu. Przy dobrej pogodzie jest on określany jako łatwy (beginner), podczas gdy duże opady śniegu oraz silny wiatr windują go aż do poziomu eksperckiego (expert). Sami jesteśmy amatorami w trekkingach zimowych i uważamy, że przy dobrych warunkach atmosferycznych wejścia na wulkan może podjąć się każda sprawna fizycznie osoba. Jeśli zatem na co dzień biegasz, chodzisz na siłownię lub jeździsz na rowerze, na pewno dasz sobie radę.

Zabierzcie ze sobą wysokokaloryczne jedzenie i sporą ilość wody.

Bardzo poważnie podejdźcie do kwestii odpowiedniego dopasowania sprzętu, a szczególnie butów wysokogórskich zapewnionych przez agencję.

Spakujcie wyłącznie niezbędny sprzęt. Z własnego doświadczenia możemy Wam powiedzieć, że miejsca w plecaku jest naprawdę mało i częste wyciąganie sprzętu jest niewygodne. Zdecydowaliśmy się na zabranie drona i szczerze żałujemy tej decyzji. Na szczycie wiał wiatr, znajdowało się tam sporo ludzi i ze względów bezpieczeństwa ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na lot. Ponadto, dron przez swoje gabaryty utrudniał wyciąganie sprzętu z plecaka. Istnieje również spora szans uszkodzenia sprzętu podczas zjazdu z wulkanu – niejednokrotnie będziecie zmuszeni do oparcia się na plecaku lub po prostu któryś z uczestników nie zdąży wyhamować w lodowym tunelu i wjedzie prosto w Was.

Tempo marszu jest dość wysokie. Jedna osoba z naszej grupy już na samym początku zostaje z tyłu i maszeruje w swoim tempie z jednym z  przewodników. Nikt natomiast nie pozostanie bez opieki, ale mimo wszystko przewodnicy nie wczuwają się zanadto w nadzorowanie grupy. Zakładają (bardzo słusznie), że decydując się na wejście na wulkan, jesteście wystarczająco wysportowani.

Jeśli zajdzie potrzeba założenia raków w wyższej części wulkanu, to przewodnicy pomogą każdemu uczestnikowi – wcześniejsze doświadczenie w poruszaniu się w rakach nie jest wymagane.

Trekking na szczyt z samej bazy trwa około 4 godzin. Dla osób mniej sprawnych fizycznie istnieje możliwość płatnego (10000 CLP = 57 PLN) wjazdu wyciągiem do kolejnej stacji, co skraca marsz o godzinę. Przewodnicy nalegają by uczestnicy decydowali się na wjazd wyciągiem by zaoszczędzić czas i siły na dalsze niełatwe podejście. W dniu naszego trekkingu wyciąg był nieczynny, więc opcja wjazdu nie wchodziła w grę.

Koniecznie zabierzcie ze sobą krem z wysokim filtrem i smarujcie wszystkie odsłonięte części ciała podczas każdego postoju. Słońce jest tak mocne, że Marek spalił sobie skórę głowy, która po bokach wystawała spod kasku. Dobrym rozwiązaniem będzie też założenie pod kask cienkiej czapki, która dodatkowo zabezpieczy uszy.

0 0 vote
Article Rating
2018-06-05T21:55:58+02:005.06.2018|
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Samotny podroznik
Samotny podroznik
6 czerwca 2018 12:52

Wspanialy tekst, taki ciekawy. Widac ze macie pasje.

Michał
Michał
19 grudnia 2018 22:54

Fajny opis, wybieramy się tam w kwietniu 🙂 Pytanie ile kosztował trek?