Torres del Paine – dzień 4 – relacja z trekkingu szlakiem W

Harmonogram czwartego dnia trekkingu szlakiem W w Torres del Paine dostosowujemy do godzin kursowania promu z portu przy kempingu Paine Grande do portu w Pudeto. W okolicy schroniska zostawiamy większość rzeczy i zabieramy ze sobą jeden prawie pusty plecak, wyłącznie z rzeczami niezbędnymi podczas kilkugodzinnej wędrówki.

Jak zorganizować trekking w Torres del Paine?

Jeśli interesują Cię informacje praktyczne dotyczące organizacji trekkingu, kosztów, transportu, rezerwacji kempingów, wypożyczenia sprzętu oraz niezbędnego ekwipunku na pewno zainteresuje Cię nasz praktyczny wpis.

IDŹ DO WPISU

Przed wyruszeniem w drogę zbijamy piątki z Dominiką i Jackiem z bloga Szpilki na mapie, którzy mają przed sobą jeszcze parę dni trekkingu (wędrują szlakiem O). Jako że planem minimum na ostatni dzień marszu jest dotarcie do punktu widokowego na lodowiec Grey, postanawiamy wyruszyć około 9, by bez problemu wrócić na kemping Paine Grande przed 18:35.

Czwarty dzień trekkingu w skrócie:

  • Trasa: Camping Paine Grande – Refugio Grey (doszliśmy kawałek za Refugio Grey, gdzie znajduje się punkt widokowy na lodowiec Grey i zatoczka i mini górami lodowymi, które oderwały się od lodowca) – Paine Grande

  • Długość odcinka: 25km

  • Czas spędzony na szlaku: 7.5 godziny (wliczając przystanki)

  • Najniższy punkt: 45 m n.p.m.

  • Najwyższy punkt: 250 m n.p.m.

  • Trudność odcinka: najtrudniejszy odcinek ze względu na ścinający z nóg patagoński wiatr

  • Data: 18.03.2018

Pierwsze kilometry drogi nie zapowiadają tego co ma się wydarzyć w dalszej części dnia. Dość spokojnym tempem przemierzamy szlak zbliżając się do punktu widokowego przy Laguna Los Patos. Pokonując jedno z podejść zaczynamy czuć, co się święci. W tym momencie zdajemy sobie sprawę, że dalsza część wędrówki będzie wiązała się z nieustanną walką z patagońskim wiatrem. Czwarty dzień to ciągłe rozterki, czy iść dalej w kierunku punktu widokowego na lodowiec Grey, czy najzwyczajniej w świecie zawrócić i zakończyć nierówną walkę z przyrodą. Miejsca, które w normalnych warunkach nie stanowią trudności, tego dnia przyprawiają nas o szybsze bicie serca. Część szlaku prowadzi dość wysokim, skalistym wybrzeżem jeziora Grey, które w niektórych miejscach jest eksponowane niczym klif. Ostatni odcinek prowadzący do Refugio Grey wiedzie przez niewielki las, którego drzewa chronią nas przed męczącymi podmuchami wiatru.

torres del paine torresdelpaine szlak w mapa chile patagonia dzien 4

Odcinek pokonany czwartego dnia trekkingu: Camping Paine Grande – Refugio Grey (punkt widokowy na lodowiec Grey) – Paine Grande.

Po dotarciu do Refugio Grey mamy jeszcze 15 minut drogi do punktu widokowego na lodowiec Grey. Oprócz nas, znajduje się tam może z 5 innych osób. Zatoczka, w której gromadzą się oderwane od lodowca bryły lodowe wygląda naprawdę surrealistycznie. Wdrapujemy się na niewielkie skaliste wzgórze, z którego roztacza się widok na spowity we mgle lodowiec Grey, jednak przeszywający, zimny wiatr przepędza nas szybko ze szczytu.

torres del paine patagonia trekking w glacier grey we mgle dzien4
torres del paine trekking chile trekking w lodowiec grey
torres del paine patagonia trekking w glacier grey 2 dzien4
torres del paine patagonia trekking w glacier grey dzien4

W drodze powrotnej mijamy parę zorganizowanych grup, które wyruszyły na szlak kilka godzin po nas. Jesteśmy świadkami tego jak przewodnicy w obawie o bezpieczeństwo swoich klientów rezygnują z dalszego marszu i zarządzają odwrót w kierunku kempingu Paine Grande. O trudach tego dnia świadczy też niewielka ilość zrobionych przez nas zdjęć. Podmuchy wiatru były tak silne, że po prostu nie byliśmy w stanie się przemieszczać, nie mówiąc już o wyciąganiu z plecaka sprzętu fotograficznego.

Na kemping Paine Grande wracamy o godzinie 16:20. Wyziębieni i wysmagani wiatrem trochę żałujemy, że dzień wcześniej zostawiliśmy nasz niezużyty kartusz z gazem we wspólnej kuchni. Ciepła herbatka okazałaby się w tej chwili zbawienna. Postanawiamy więc zaszaleć w kempingowym sklepiku po raz drugi i kupujemy zestaw kawa + brownie, oczywiście na spółkę 😀

trekking w torres del paine w chile prom paine grande
chile paine grande torres del paine prom

Razem z dziesiątkami turystów wyczekujemy nadpłynięcia promu w drewnianym domku, w którym spędziliśmy połowę poprzedniego wieczoru. Co i rusz ktoś przeciera zaparowane szyby by sprawdzić, czy prom pojawił się na horyzoncie. Chwilę przed 18:35 zabieramy wszystkie swoje rzeczy i razem ze sporą grupą piechurów w strugach deszczu podchodzimy na brzeg jeziora Pehoé. Pogoda w Torres del Paine popsuła się na dobre, mieliśmy naprawdę sporo szczęścia idealnie trafiając w okno pogodowe. Wsiadamy na pokład, wszystkie plecaki składamy w jednym miejscu, jeden na drugim i zajmujemy miejsca. Jeśli macie chorobę morską i obawiacie się reakcji swojego organizmu, możecie być spokojni, bo rejs (przynajmniej w naszym przypadku) mimo brzydkiej pogody był bardzo spokojny. Po około 30 minutach docieramy do portu w Pudeto. Wychodząc z promu pokazujemy kupione chwilę wcześniej bilety – przygotujcie odliczoną konkretną kwotę, na pokładzie płatność kartą jest raczej niemożliwa. W porcie czekają już autobusy różnych przewoźników, którymi wrócimy do Puerto Natales. Odnajdujemy autokar firmy Buses Juan Ojeda, pokazujemy wcześniej kupiony bilet, rozsiadamy się w fotelach i po 19 ruszamy w drogę powrotną. Z jednej strony cieszymy się, że dzisiejszą noc spędzimy w wygodnych łóżkach, ale z drugiej strony żal nam opuszczać to przepiękne miejsce.

Na dworzec w Puerto Natales dojeżdżamy o 21:30. Od razu ruszamy do wypożyczalni, aby oddać sprzęt: namiot, 2 śpiwory i 2 maty. Pracownik liczy tylko śledzie, sprawdza stan pałąków i pyta, czy rzeczy nie zostały uszkodzone. Dostajemy zwrot zaliczki i zmęczeni udajemy się do hostelu Carfran Patagonia. Bierzemy wymarzony prysznic i niczym zombie o północy ruszamy do pubu Base Camp w poszukiwaniu ciepłego jedzenia. Zjadamy pizzę i 2 ogromne tacos, które półśpiąc popijamy piwkiem. Niestety, tym razem sukcesu nie udaje się uczcić trunkiem Torres del Paine – wszystkie zapasy zostały wyprzedane – zapewne nie my jedyni wpadliśmy na ten “oryginalny” pomysł 😉 Około 2 nad ranem wyczerpani wracamy do hostelu i zapadamy w głęboki sen.

To były fantastyczne cztery dni! 🙂 Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś uda nam się tutaj wrócić, by wyruszyć na szlak “O”.

Przeczytaj relacje z pozostałych dni trekkingu!

Pierwszy dzień trekkingu

IDŹ DO WPISU

Drugi dzień trekkingu

IDŹ DO WPISU

Trzeci dzień trekkingu

IDŹ DO WPISU
0 0 vote
Article Rating
2018-09-03T14:39:40+02:002.09.2018|
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments